Herman Jednorożec

Herman Jednorożec
Hermansart

poniedziałek, 27 lipca 2015

Nwm, nwm, nwm .... może smok? Taaak!

   Ostatnio siłuję się z własnym umysłem, co by tu napisać, ażeby poruszyć innych i "się". Tak samo ciężko główkowałam nad tym, co by tutaj bazgrnąć i wpadłam na genialny wręcz pomysł. Narysuję dla Hermanka #1 smoka! I tak oto postanowiłam się zmierzyć z czymś, z czym do tej pory nie miałam odwagi stanąć twarzą w twarz (nigdy nie rysowałam smoka ;__; ). I tak oto powstał Haru.


Haru

     Legenda głosi, że na jednej z mniejszych wysp Japonii, żył swojego czasu smok. Pojawiał się on każdej wiosny a jego obecność wyczuwalna była w każdym jej zakamarku. Mieszkańcy, którzy zamieszkiwali wyspę każdego roku zanim kreatura dała o sobie znać, czynili ogromne przygotowania, zabezpieczali domostwa i zbierali żywność. Na wiosnę wyspa świeciła pustkami. Mieszkańcy przebywali w podziemnych jaskiniach, lub całkowicie opuszczali te tereny. 
     Wcześniej jednak, kiedy obecność smoka nie była jeszcze potwierdzona i był on jedynie legendą obijającą się o uszy mieszkańców, miały miejsce masowe zniknięcia. Ludzie rozpływali się w mgle, która unosiła się wokół najwyższego szczytu wyspy. Pewnego dnia, ku zdziwieniu mieszkańców, powrócił mężczyzna, który z przerażeniem w oczach rozpowiadał po wioskach opowieść o tym co przeżył i co widział, a właściwie KOGO widział. Przestrzegał innych przed samotnymi wyprawami w tamte strony, opowiadał o smoku, którego łuski odbijały promienie słoneczne, przez co zdawać by się mogło, iż ma się do czynienia z dumnym słońcem, które spaceruje po szczycie. Piękny i niebezpieczny. 
    Po tym wydarzeniu i tylu opowieściach naocznego świadka, nikt nie odważył się już wyruszyć na wyspę. Do momentu, aż odkryto, że smok ten przebywa tam tylko przez okres wiosenny. Wielu, bowiem widziało, jak dumnie unoszące się "słońce" odlatuje zaraz po tej porze.
   Smoka nazwano więc Haru (jest to japońskie imię, które oznacza "porę wiosenną"), a wyspę nazwano Haruki (czyli z japońskiego "wiosenne uczucie"). Wyspa otrzymała tą nazwę ze względu, na pewnego rodzaju przeczucie, które odczuwali mieszkańcy, zawsze przed przybyciem smoka.

ALE TO WSZYSTKO OCZYWIŚCIE BREDNIE, KTÓRE WYMYŚLIŁAM XD
( oprócz znaczeń imion Haru i Haruki )


Haru - wersja super kawaii  :p

 HERMANKU WRACAJ JUŻ Z TEGO OBOZU! CZEKAM!

Kiedy wrócisz, to będzie pierwsze co zrobię :3

Odkryłam nową pasję :3...... Corel Painter 2015 - krótki przewodnik

Cześ robaczki (jakoś zbyt ckliwie)
Witajcie ziomkowie (zbyt pierwszohermańsko)
Witajcie...... shit. Skończyły mi się pomysły ...... nieważne.
W KAŻDYM RAZIE SIEMKA I WITOJCIE PONOWNIE A TU WASZ HERMAN #2, KTÓRY POSTANOWIŁ OGARNĄĆ TYŁEK I WRÓCIĆ NA JAKŻE PIĘKNĄ KRAINĘ TWÓRCZOŚCI I FANABERII UMYSŁOWEJ :D


Chciałabym wam dzisiaj przedstawić najwspanialszą a zarazem najgłupszą (w pewnym sensie) decyzję, którą podjęłam co zaowocuje użalaniem się nad życiem, fanaberiami (patrz wstęp + inne posty) masą gifów - jak widać i szczyptą pożytecznej wiedzy. TAK DOKŁADNIE! TYLKO SZCZYPTĄ!

Tak więc bez przedłużania.... Corel - Painter 2015 :3

Siedząc sobie w domu marnowałam moją energię na błahe rzeczy, wiecie: spanie, jedzenie, obijanie się, robienie głupich min w lustrze, siorbanie herbaty i takie tam. Jednak nagle przywitało mnie swoiste BOOOM! I jakiś wewnętrzny głos powiedział mi "Zainstaluj sobie Corela dziecko bo za mało czasu w życiu zmarnowałaś" i tak oto mam wersję próbną Corela Paintera 2015 (co prawda na 30 dni, ale warto *o* ). A teraz pokażę wam co nawet takie beztalencie jak ja zdziałało na Corelku :


Co prawda trochę pracy trzeba włożyć, jak we wszystko ( nie myślcie sobie leniwe parówy, że bez podniesienia głowy poza teren waszej kanapy przed telewizorem coś osiągniecie, ja tak robiłam przez.... taaa.... nie ważne kontynuujmy) ale efekt jest zadziwiający :)

Kolejna praca na tym cudeńku:


Painter ma mnóstwo genialnych opcji, które zaskoczą nie jedną osobę, jest to jednak program, który sporo sobie kosztuje bo ok. 1400zł. ( Panie! Już wiem na co zbierać hajs! )Czyli sprawa dla osobników bardziej doświadczonych :) Dla tych jednak, którzy obecnie nie są przy kasie....

czyli np. "Ja"
....proponuję bardzo wygodne rozwiązanie! Wybierz sobie okres 30 dni - najlepiej wtedy gdy będziesz stuprocentowo pewien, że masz wtedy chillout i nikt: pies, babcia, sąsiedzi itp. nie zmąci twojego spokoju. Usiądź wygodnie przed komputerem i zainstaluj ten GENIALNY program :>
 WARNING: Pamiętaj, musisz być pewny, że masz 30 dni wolnego inaczej będziesz przybity i takie tam.

Pokażę wam poniżej jak obchodzić się z Corelkiem, tak żeby nie ugryzł i nie zdołował ;)
Pierwszą kwestią jest samo zainstalowanie. Nie przejmujcie się kliknięciem kropeczki "zaakceptuj" pod umową przy instalacji. Nic nie jest płatne (przynajmniej wersja na 30 dni) ale trzeba się trochę pomęczyć i założyć konto na Corelu. Wszystko zresztą będzie podane w krokach instalacji. Minus jest taki, że umowa jest po angielsku i może trochę przerazić ilością słów :p

Tak wygląda nasz kochany programik :


Oczywiście, aby rozpocząć klikamy opcje "create", jednak opcja "inspire" też jest bardzo pomocna. Ilekroć na nią naciśniemy będą pojawiać się różne prace, które być może zrodzą w nas artystów i pomogą w procesie nabywania inspiracji :) Trzecia opcja "Share and learn" jest oczywiście do podzielenia się ze znajomymi i do zasięgnięcia wiedzy o programie - wszystko po angielsku :)

Kolejną istotną rzeczą jest dobieranie rodzaju faktury/ papieru na którym zamierzamy pracować. Jest to o tyle istotne, iż potem będziemy korzystać z różnych rodzai pisaków, pędzli i efektów. W zależności od wybranej przez nas faktury kolor i efekty będą rozchodzić się w różny sposób.  Ja osobiście polecam na początek "handmade watercolor" - jest to bardzo wdzięczny papier ;)



Po lewej stronie mamy pasek z przyborami (zaznaczony na czerwono):
Idąc od góry:
- "pędzel" - klikamy, aby użyć wybranej przez nas kategorii, rodzaju pisaka )ale o tym później)
- "fiolka" - oczywiście jak w każdym paint-cie do pobierania wybranego koloru na ilustracji/ powielania go
- "farba" - do wypełniania konkretnego obszaru
- "gumka" - nie trzeba tłumaczyć
-  "strzałka z iksem" - do przemieszczania oznaczonego przedmiotu, np po wklejeniu ilustracji z naszego folderu lub z internetu, aby go przesunąć musimy najpierw użyć tej ikony
-  "przerywany prostokąt" - do zaznaczania danego obszaru
- "lasso" -  do zaznaczania obszarów nieregularnych
- "magic wand" - do zaznaczania obszaru, który chcemy oddzielić od innego, np który chcemy pokolorować, tak aby farba nie przechodziła na inną strefę rysunku, taki niewidzialny żywopłot :p
- "selection adjuster" - pokazuje/ uwidacznia obszary które zaznaczyliśmy wcześniej , po użyciu tego, aby przenieść te obszary w inne miejsce na naszej pracy, klikamy "strzałkę z iksem" (layer adjuster).
- "crop" - jak sama nazwa wskazuje,służy do przycinania krawędzi
- "pen" - do tworzenia kształtów nieregularnych. UWAGA! Nie da się ich zmazać gumką, można jedynie przykryć kolorem/ farbą.
- "kwadrat" - do tworzenia prostokątów i kwadratów, też nie da się zmazać kształtu gumką
- "litera T" - do tworzenia obszaru tekstowego
- "strzałka" - do przemieszczania

Obszar zaznaczony na zielono, służy oczywiście do wyboru rodzaju używanego przez nas pisaka, pędzla itp. Jak już wspomniałam wcześniej używanie danego rodzaju wiąże się z wcześniejszym wyborem rodzaju arkusza.
A TERAZ NIESPODZIANKA DLA HERMANKA #1 
ENJOY

Taaaaak i teraz ta kwestia dotycząca "najgłupszego posunięcia w moim i tak, już marnym życiu" ...

SKOŃCZYŁA MI SIĘ LICENJA
(dlatego tylko tyle jestem w stanie wam pokazać...)
.
.
.
.

A TERAZ ZASŁUŻONY CHILLOUT!

PAPA <3

sobota, 11 lipca 2015

COMING BACK AND WHAT THE...!

Witaj świecie po raz wtóry! 


Jakoś tak się złożyło, że przez okres bez mała pięciu miesięcy nasz blog świecił pustkami i aż by się mogło wydawać, że pogrążył się w siebie niczym umierająca gwiazda aż tu...

Jesteśmy spowrotem! :D


Z tej strony na razie Herman #1. Śpieszę ze sprawozdaniem ostatnich miesięcy.

Ta pustka na blogu głównie spowodowana była dopinaniem przez nas szkoły. Tak, przyznaję bez bicia, świeżo z nas upieczone ex-gimbusiątka ^^ Teraz otworem stoi przed nami nooooowa szkoła i niestety... idziemy z Hermankiem do innych przybytków na-uki. Troche lipa...

Ale ja i tak wierzę, że to nie zmieni tego co nas łączy, szczególnie, że po linii prostej nasze szkoły nie są specjalnie od siebie oddalone (na tej linii jest osiedle, rondo, rzeka i dwa parkingi, ale co tam! :D).


Tak.
W marcu wzięłyśmy udział w naszej pierwszej wystawie rysunków...! Tak! DWA MIESIĄCE PISAŁAM O TYM POSTA... wróć: "PISAŁAM". I tyle z tego wyszło, że piszę o tym teraz, w lipcu :) Wrzucę szerszy opis tego zdarzenia wraz z dokumentacją zdjęciową jeszcze w tym tygodniu (a przynajmniej takie mam postanowienie). Trzymajcie mnie za słowo.

Dalej.
Wciąż nie poszłyśmy w plener (nic nowego ;) ).

Dalej.
Rozgrzewam się przed rozpoczęciem dłuższego stukania w klawiaturę w celu spłodzenia jakiegoś treściwego dzieła i zbieram się by zrobić coś w stronę wydania tomiku z moimi wierszami. To niesamowite, ale uwielbiana-nad-niebiosa (to jest szczere, żeby nie było. Ona jest cudowna) nasza polonistka Pani B. sprawiła, że przylgnęła do mnie etykietka poetki (tak tak, "Wisia") i osoby, które nie wiem nawet czy miały styczność z którymkolwiek z moich "dzieł", nawiązują ogólnikowo do mojej twórczości... kwestia warta dalszej refleksji.

Dalej.
Taki sobie postawiłam cel, że przez wakacje będę duuuuuuużo czytać. Toteż duuuuuuuużo czytam. Jak będzie jakiś odzew z Waszej strony (a wiem, że nie będzie :D ), podzielę się wrażeniami z tych moich podróży.

Dalej :D
O mamuniu ostatnio się niesamowicie wciągnęłam w kospleje. Na razie jestem w fazie teoretycznej, ale tak mnie to, kolokwialnie pisząc, rajcuje, że obiecuję - jak się uda na Pyrkon z mojej strony coś zmajstrować, to jak wyjdę korzystnie na zdjęciach - dostaniecie moją facjatę :D


Tyle.
Matko, kospleje są takie fajne.
No cudo.
^w^

dalej...
Pamiętacie jak podniecałam się tym koncertem Stinga?
Ekhem, tak, miał być w lutym. Tak, nadal mam żal.
Sting odwołał koncert z powodu... hm, grypy? Chyba tak.
Początkowo nie miałam mu tego za złe ("No spoko, pewnie też bym na jego miejscu odwołała xD"), ale jak tata zaczął mnie pocieszać... nie cierpię jak się mnie pociesza! To tak diametralnie zmienia spojrzenie na sprawę. "Nie martw się..." i DO JASNEJ CIASNEJ, JA SIĘ NIE MARTWIŁAM, ALE DZIĘKI ZA SUGESTIĘ, TO BARDZO POMOCNE... 
Aż nawet zaczęłam wierzyć, że "nie dane mi chodzić na koncerty". 
I nie chodzę na koncerty. Chyba głównie w obawie, że odwołają. 
Takie tam straszki typowego Hermanka ^o^

Dalej.
Wakacje = wszystko mnie gryzie = wszystko mnie swędzi = moje nogi przypominają muchomory, którym się pomylajła kolorystyka = nie wystawiam nóg na słońce = jestem na wpół trupio bladą chłopką = w sumie i tak siedzę w domu, więc co kogo to

Byłam też na targach książek w Warszawie. W przypadku skrajnej nudy z mojej strony, opiszę swoje wrażenia.

Przewiduję również wrzucenie kolejnego epizodu "Bogdana" i może jeszcze czegoś ekstra ;)

Tymczasem, wiem, że Hermanio ma tam coś w zanadrzu kopii zapasowych. 
I wcale tego nie czytałam.
O nieeee.
Umiem swą ciekawość w ryzach utrzymać.
Umiem...
...Tak...

Do napisania! :D 

tak będę wspominać szkołę... xD




PS Tęskniłam :')


czwartek, 12 lutego 2015

Bogdan Wspaniały cz.1

Natchnęło mnie.
_________________________________________________________________________________

-Nie wiem, co o tym sądzić.
-Niech pan spojrzy jeszcze raz, bardzo pana proszę. Zależy mi na pana opinii. – W oczach Grana nie można było dostrzec nic, poza szeroko rozwartymi źrenicami.
-Naprawdę nie wiem, chłopcze. To całkiem ciekawa praca, jednak czy dobra? Jesteś zadowolony ze swego dzieła, chłopcze?
-Moja opinia nie ma tu nic do rzeczy. Pytam się pana.
-Cóż – spojrzał jeszcze raz teatralnie gładząc się prawą ręką po brodzie - nie powiesiłbym tego w domu, ale ma to w sobie… duszę. Tak. Intrygującą, lecz nie powalającą. Przykro mi, ale w zakresie moich upodobań leży głównie malarstwo realistyczne…
-Ależ to jest realizm! – Gran podniósł głos… a tak się starał tego nie robić!
-Jeżeli realnym dla Ciebie jest kowboj, czy kto tam, na niekształtnym wybryku natury z rogiem w czole, to polecam zakład psychiatrii na końcu ulicy. Może pomogą panu, nim będzie za późno.
Krytyk zaczął się śmiać, jakby miał powód. Gran zastanawiał się, czy naprawdę liczył na uznanie swej sztuki przez profesjonalistę... „Profesjonalistę”! Pff! Kim on w ogóle jest, co? Krytyk, ha! Pewnie w życiu nic nie namalował…
-Czy może Pan poszczycić się jakimiś osiągnięciami w dziedzinie malarstwa? – Zapytał ostatnimi pokładami grzeczności Gran. „Zobaczymy, czy jest takim…”
-Tak, wystawiałem swoje prace w Madrycie, Londynie, Pra…
W tej chwili jak burza do galerii wskoczył Bogdan! Pędził jak oszalały wprost na postać krytyka i… no cóż, tak czy siak nie zdążyłby wyhamować. Jego róg przebił korpus „profesjonalisty” uwalniając z jego  ciała gnieżdżoną tam przez zapewne kilka dekad fontannę krwi. Dzieła na ścianach były na szczęście za szybami.
-Eeej! Ochlapałeś mój obraz Bogdanie! – rzekł z wyrzutem Gran.
-Sorka ziom, to się więcej nie powtórzy… - Odpowiedział zmartwiony jego słowami Bogdan. – Czy interwencja była słuszna?
-Twoje interwencje zawsze są słuszne, Bogdanie. Nazwał mnie kowbojem…
-To chyba dobrze, nie ziom? – zapytał Bogdan i wyszczerzył zęby. Zdążył już otrzepać róg z flaczków.
-Sam nie wiem. Chyba wolę być sobą.- Gran popatrzył jeszcze raz na obraz, przymknął oczy i rzucił go na podłogę. – Jedźmy.
-Okej ziom.
Gran włożył nogę w strzemię i wsiadł na Bogdana. Bogdan nie protestował, właśnie czyścił kopyta z profesora.
-Gdzie jedziemy? –Bogdan lubił zadawać pytania.
-Jak się da, przed siebie…
-Ktoś tu cytuje „Madagaskar”, heee – Zarżał Bogdan i zrobił przy tym minę, którą w języku emotikonek opisuję się jako „xD”.
-Cicho siedź i… Oh, Just go!
Gran wasn’t in very good souse. It was taste like tomato. But it probably change.

c.d.n.
SOON


"Oh, Just go!"
"Ok, bro, ale pacz, jakim ja słodziasty! ^o^"
"Aha. Duszno mi. lol."


______________________________________________________________________
Znalazłam cudowny sposób na zmniejszenie ilorazu inteligencji.
To właśnie on.

piątek, 6 lutego 2015

Zaczynam wątpić w konieczność nadawania postom tytułów...

Ostatnio sporo czasu na nic nierobienie, a mało na napisanie posta...
Porządnego posta.

Hermanek #2 pouczył mnie, że wpisy powinny być interesujące. Powinny intrygować i zachęcać do przeczytania. NIE mogą być żaleniem się na życie i smętami o niespełnionych ambicjach, dlatego...

Przede wszystkim zmieniam kolor czcionki! :D

Tak! I zaczynam tak, byście chcieli czytać dalej:
Pewnie zastanawialiście się, co można by zrobić przez okres czasu, który dzieli ten wpis od poprzedniego? Nie? Tak myślałam. Ale, tak dla przykładu, można by wyhodować krwiożercze maliny, przejść do III etapu konkursu przedmiotowego, zjeść pięć kilo jabłek i siedem selera, wygrać Tetrisa, przejąć władzę nad światem i nikogo o tym nie powiadomić, obejrzeć całą Modę na Sukces lub... hmm, chyba się zbyt zagalopowałam :) W każdym razie można by go spożytkować w najróżniejszy sposób.

Mi udało się to zrobić we właściwy dla mnie, czyli... 



Czyli typowe 4w5 ^^

Nie no, nie myślcie sobie, że cały czas rysuję takie naburmuszone dziewuszki... Staram się wybić z tego nierealistycznego rysunku, ech, staram! Ale coś mi nie wychodzi... za mało ćwiczę...

Mam też ostatnio deficyt egzystencjalnych wartości po nadmiernej lekturze poezji i uzależnieniu od pewnego dość popularnego serialu... Ha, teraz zauważyłam, że ta dziewuszka nie ma brwi xD


No nic :)



Z tego rysunku jestem dumna.  
Pewnego wieczoru usiadłam przy biurku, wyjęłam akwarelki, nalałam wody do szklanki i wychlapałam takie coś. Bywa. Wisi nad łóżkiem.



-"O nei, zmarnowałam kolejny skraw płótna" - moja pierwsza myśl po namalowaniu tego bohomazu.
Odłożyłam go więc na książki i poszłam żyć. Gdy wróciłam, by się upewnić, czy jest to aż tak brzydkie, jak mi się wydaje, zmieniłam zdanie. Jest gorzej :D No, ale mówi się "cóż" i idzie się dalej. 

Na tym to właśnie portreciku uświadomiłam sobie również, że:

  • uno - nie potrafię rysować ust
  • dwa - włosy też kuleją
  • drei - proporcje
  • cztery - w akwarelkach mniej znaczy więcej :D
Tak.


Tu mi brakło cierpliwości... I stwierdziłam, że już i tak jest to dostatecznie psychiczne dzieło...



A to jest chyba jedno z moich najbardziej niepokojących "dziełek".
Kto wpadnie na to, czym się wzorowałam dostanie order z ziemniaka.


Jeszcze małe studium dłoni. Stare, ale znalezione. 
I...


Lubię ten rysunek. Jest taki delikatny i regularny... czytałam kiedyś w gazecie mądry artykuł, w którym udowadniano, iż piękno leży w regularności... może coś faktycznie w tym jest? :)

I z rysunków na dziś to tyle. Ciągle doskonale warsztat...

Możecie się gotować na wysyp fanartów, ponieważ, tak jak pisałam, jestem uzależniona.

Może wpadnie również jakieś opowiadanko? Zobaczymy :)

Tymczasem jestem spełniona pod względem muzycznym - w końcu znalazłam wokalistów, których istnienie przeczuwałam, jednak ich samych nie znałam. Teraz znam i zbieram kasę na płyty, tak więc... Jeżeli komuś rysunki się podobają SPRZEDAM SZTUKĘ ZA PIĄTAKA! :D

Tyle na dziś :)
Miłego dnia.




Ach, zapomniałabym! Jeszcze jeden rysunek, tym razem z konkursu :)

Hermanek #2 podsumował - "Twoje rysunki są zawsze takie... takie psychiczne" xD

poniedziałek, 5 stycznia 2015

...

Cofam czas. Aska nie było.

A z resztą... brak opcji "wstecz" jest chyba jedną z najgorszych jaka spotkała ten świat.

Jest internet, a nie powinno go być. Nie jestem przeciwnikiem globalizacji, ale denerwuje mnie ten substytut życia; ta kreatura pożerająca czas i rodząca zatęchłe zgnilizną nadzieje...

Pamiętam jak w dzieciństwie komputer był obecny w moim życiu, ale tylko jako jedna z zabawek. I to i tak jako jedna z tych "nowszych". Grało się w "Kangurka Kao", "Raymana", "Happylanda", "Zagadki Lwa Leona", potem w kultowego "Hirołsa", "Gothica"oraz wiele innych. Grało się, owszem. Internet, gdy już był, jawił się jako błękitne "e" - po otwarciu białe, odległe, niezrozumiałe. Niepotrzebne. A teraz?
Teraz jesteśmy na sznurkach.

Przez adwent postanowiłam sobie nie wchodzić na facebooka do 23 i postanowienia dotrzymałam. Teraz znowu beznamiętnie wklikuję hasło, patrzę sobie, coś tam kliknę (ładna praca - trza docenić!) i tyle. I tyle... I po co nam to?

Najbardziej jednak w tej kwestii mój umysł zajmuje rozmyślanie nad tym, że przez tysiące lat ludzkość żyła bez internetu i... żyła. Tworzyła. Marzyła, Była... A teraz tyje, wyje i nie żyje...
Nie próbuję tu udowodnić, że kiedyś było lepiej, bo to było by kłamstwo... Chodzi jednak o mentalność ludzką i zmiany jakie się w niej poczyniły.


Czy dawniej społeczeństwo pochwalałoby i tolerowało zniewieściałe chłopczęta, żalące się "jakiż to ten świat bez sensó*??

Nie.


Chciałam wymyśleć drugie "Czy dawniej..." żeby tak sobie ładnie tu wyglądało, ale praktycznie całą kwintesencje tumblerowych "upadłych cherubinków" już tu opisałam. Są jeszcze oczywiście wersje damskie, ale nie zamierzam zatrzymywać swych myśli na tym temacie, bo nie lubię oceniać zbyt pochopnie ludzi xD "upadłe cheruby" to nie ludzie.
*moja poprawność polityczna jest drażniąca... Tak wiem, może faktycznie niektórzy mają deprechę ale... po kiego grzyba się z tym afiszują?!

I jeszcze czy dawniej kogokolwiek obchodziły by takie wywody?

Hmm, myślę, że pod odpowiednio bezosobowym pseudonimem uszły by i po jakimś czasie stałabym się klasykiem na miarę Homera xD

Oczywiście napisałabym to wierszem.


Mam chandrę i syndrom Mickiewicza, więc może nawet zacznę.

Dwudziesty pierwszy wieku, coś takie przyniósł zmiany
Tyś przyniósł nam postępu orszak czernią owiany
Ten welon nie dla niego, lecz dla umysłów w głowach
Nie ujmę tego tutaj, nie ujmę tego w mowach
Za dużo mam gadania i choć papieru starczy
To szybciej ja nim skończę, osiągnę zenit starczy
Tak dużo paplaniny w mej głowie ciągle biega
Na przykład teraz właśnie "Sie sind und wir sind Jäger"
Tak więc, um um i tego
Mam dosyć już wszystkiego
Wrzucę jeden rysunek
I kończę swój frasunek...

Prawdopodobnie tak wyglądałby finał "Skazanych na Schawshang" gdybym miała teraz napisać scenariusz...

sobota, 3 stycznia 2015

10 filmów z klimatem, które Herman #1 poleca i lubi.

Witam.
Postanowiłam jeszcze bardziej zhipsterzyć naszego bloga, zakładając okraszony ładnymi kwiatkami profil na asku, którego link tu oto wrzucam:


Nie wiem, czy to ma jakikolwiek sens... Pewnie nie, dlatego właśnie to popełniłam :)
Jeżeli martwilibyście się o nasze głowy, możecie zapytać, po ile je sprzedamy czy coś takiego...
No, ale teraz przejdę do sedna. Dzisiejszy post będzie o filmach niekoniecznie bardzo znanych, które zrobiły na mnie wrażenie i które polecam obejrzeć, bo:
  1. Jeżeli umieszczone zostaje tu coś na tym blogu, to warto zwrócić ku temu swe oczy.
  2. Jeżeli obrazek temu przyświeca, to tym bardziej.
A tu będą obrazki :)



No to zaczynamy. W kolejności dowolnej. 
Pragnę jeszcze zwrócić uwagę na fakt, iż praktycznie PRAWIE wszystkie te filmy oglądałam późną porą, więc pewnie głównie z tego wynika mój sentyment do nich. No i jeszcze z tego, że PRAWIE oglądałam je sama. Samotność przyświeca kontemplacji.

1. Zakochana złośnica (10 thing I hate about you)


Musiałam od tego zacząć :)
Może polski tytuł i plakat nie zachęca do obejrzenia, wróżąc kolejną szmirowatą, amerykańską komedyjkę dla żądnych emocjonalnej strawy rozchwianych nastolatek, to z braku innych alternatyw obejrzałam ten film i... I co? I spodobał mi się :) Nie powala oryginalną fabułą, realizacją ani mądrymi dialogami, ale zawiera ten niepowtarzalny klimat późnych lat '90 i pewną szczerość, która ujmuje za serce (przynajmniej mnie, bo jestem powaloną, niedoświadczoną, niewyspaną, młodą osobą, która z nudów wieczorami czytuje encyklopedię...). Szczególnie lubię sceny w czasie lekcji poezji... dlaczego u nas nie ma lekcji poezji?! I to wspomnienie cudownego Sonetu 141 Szekspira... No po prostu kocham. Wątek z Gordonem Levittem uważam za miałki i typowy dla filmów z tej kategorii; Heath Ledger zagrał za to rewelacyjnie i TAK, gdyby nie gra jego i znanej teraz z "Poradniku pozytywnego myślenia" Julii Stiles, ten film wrzuciłabym do szafki wypełnionej komediami przeznaczonymi dla niewymagającego pomyślunku widza... 

A, no i oczywiście to tłumaczenie ląduje w mym dzienniczku "tak bardzo dosłownie" przetłumaczonych tytułów :D

2.Dom na końcu ulicy (House at the End of the Street)


I w tym filmie występuje gwiazda wcześniej wymienionego "Poradnika..." nie uważam jednak, by był to jedyny powód, dla którego warto go obejrzeć :) Thriller psychologiczny, moim zdaniem mocny i zmuszający do refleksji. Przemyślnie zbudowany, świetnie zrealizowany. Ujęła mnie w nim niesamowita manipulacja widzem... Zestawiam go z "Szóstym zmysłem" jako film na "jeden raz"; kto oglądał tego klasyka wie, że drugi seans to już nie to samo :) Zdecydowanie polecam, choć trochu krwi jest :)

3.Zło (Ondskan)


Skandynawskie "Stowarzyszenie umarłych poetów" - taka była moja pierwsza myśl po obejrzeniu tego filmu. Ze szwedzkimi produkcjami nie miałam dotychczas zbyt wiele do czynienia, ta jest jednak godnym reprezentantem kinematografii z północy. Dramat, historia chłopaka, który trafia do internatu, by tam spotkać tytułowe "zło". Film dość krwawy, kontrowersyjny, chwilami absurdalny i brutalny, ujął mnie tym niesamowitym konfliktem wewnętrznym jednostki, która w swej bezsilności miota się, nie mogąc zaradzić przeciwnościom. Polecam, polecam, polecam. Kino ambitne i poruszające. No i ten rebel rebel :D


4.Amelia (Le fabuleux destin d'Amelie Pulain)


Amelka mi wyrzuci, żem "poozer", ale po prostu muszę tu umieścić ten film ^^
"Paryż w słodkich tonach" - tak, chyba można tak opisać ten film. Klasyk. Piękna muzyka, nietuzinkowa historia (te aparaty naprawdę są w paryskim metrze na każdym kroku...), ciekawa wielowątkowość, wspaniała gra Audrey Tautou i ten magiczny klimat charakterystyczny dla francuskich produkcji... Film nie dla każdego, tak sądzę, ale wart obejrzenia.

5.Babcia Gandzia (Paulette) 


No, a teraz dla odmiany Paryż niesłodzony. Tam gdzie oświetlenie Wieży Eiffela nie dosięga, panuje mrok (metafora mego autorstwa :D ). Jedna z najlepszych komedii jakie kiedykolwiek widziałam. Opowieść o zgorzkniałej emerytce, której nie widzi się dzierganie robótek i odbieranie fal radiowych... Genialna rola Bernadette Lafont, cudowny, dosłownie czarny humor, wspaniały dynamizm postaci i naprawdę realistycznie oddany klimat stolicy Francji. W odróżnieniu do innych przedstawionych tu filmów - ten polecam na rodzinny seans :) 


6.Gran Torino


Do obejrzenia w internecie. Kolejny z serii "polecam polecam polecam", bo jedno polecam to za mało :) Niby dramat, ale bardzo pozytywny. Dotyka problemu nietolerancji mniejszości narodowych w USA no i oczywiście ten Clint Eastwood ^^ Wspaniała gra aktorska, naprawdę. Wspaniała. A jak się jest wrażliwym to i łzy wyciśnie. Trochę brutalny (patrz plakat :) ), ale naprawdę dobry. Naprawdę.

7.Droga życia (The Way)



To jeden z ulubionych filmów mojego taty. Przy okazji i mój. 
Po pierwsze - James Nesbitt <3
Po drugie - motyw Drogi świętego Jakuba.
No i motyw ogólnie podróży. Film niesamowicie podnoszący na duchu i zachęcający do przemierzenia szlaku do Compostelli; Kto nie wie o co cho, zachęcam do zainteresowania się tym tematem (choćby książka Hape'a Kerkelinga - "Na szlaku do Composteli"). Film polecam. Nie zawiera żadnych krwawych scen, jest za to dość refleksyjny.


8.Areszt domowy (House Arrest)


A do tego filmu mam sentyment :)
Oglądałam go chyba z 7 razy i jeszcze nie uznałam, by był dla mnie zbyt "mało ambitny", więc jest ok. Tak naprawdę opowiada o dość istotnych kwestiach, a mianowicie o konflikcie na płaszczyźnie dzieci-rodzice i tym, co się stanie, gdy to dzieci przejmą kontrolę. Zawsze podobał mi się ten pomysł :) Film zrealizowany w tym cudownym klimacie lat '90 (uwielbiam stwierdzenie: "cudowny klimat lat '90" ^^ ) i nosz kurczę, to kolejny film familijny :) Ale co mi tam, lubię tę produkcję i polecam.


9.Equilibrium


Christian Bale wygląda na tym plakacie jak szczurek, ale w filmie jest wspaniały :D
Tak. Chyba powinnam zrobić inny post z komediami, filmami sf i animowanymi, ale zobaczymy, czy to dojdzie do skutku. Na razie pragnę tu przedstawić jeden z moich ulububionych filmów z panem Waynem. Taki utopijny. Christian Bale tak bardzo kleryk. Dużo piesełów, wow. Dużo bitek, wow wow. Nie dla nielubiących Christiana, wow. I mudżyn... wow wow.


10. Jasminum


No i jeszcze na koniec polska produkcja, ażeby nie było żeśmy gęsi :)
Film dziwny. Tak... Ale Gajos zagrał genialnie. Pomysł ciekawy, choć dziwny. Realizacja... też dziwna. Wszystko właściwie dziwne. Ma specyficzny, deczko tajemniczy klimat. Taki dziwny,
Ale są kaczuszki. Dużo kaczuszek.



No i to tyle :)
Pomyślę nad innymi postami o filmach, jeżeli ten spotka się z jakąkolwiek reakcją...
Wszystkie te filmy polecam, choć nie zachęcam do oglądania. Wiadomo, każdy ma inny gust i możecie mieć potem pretensje, że zabrałam wam kilkaset minut z życia :) 
Eh... chociaż, czy ten post nie miał właśnie zachęcać? 
Sama nie wiem...


Idę się uczyć.