Herman Jednorożec

Herman Jednorożec
Hermansart

niedziela, 31 sierpnia 2014

Eh...






Dobra...
Ten blog miał być blogiem dwóch osób o zrytych umysłach. I tak jest. Ale nawet ja się boję o swoje zdrowie psychiczne widząc taką produkcję...

WIDZĄC TAKI ZWIASTUN!

Są jednorożce, są tęcze, ale...
Nie, nawet ja nie przełknę takiej różowej papki!

Refleksję pozostawiam Wam. 
Musiałam tu o tym napisać. 
Po prostu co za dużo, to nie zdrowo... 
ugh...

środa, 27 sierpnia 2014

Problemy XXI w, czyli: ehh, co się dzieje z tym światem?

Dziś krótko.

Dylemat wypadania włosów jest odwiecznym problemem Homo Sapiens Sapiens. Doskwiera szczególnie w dzisiejszych czasach, gdy dni naszych włosów są policzone przez okrutne ich przeczesywanie i inne zabiegi pielęgnacyjne. Tego właśnie będzie dotyczył dzisiejszy post. Znów nieudolnie zilustrowany w anonimowym i nikomu nie znanym programie graficznym... :D

Jak wyglądam gdy się czeszę...

... i jak się czuję.

[*] wszystkim przedwcześnie wypadniętym włosom.



I na koniec bonus:

Gdy widzę 300 wejść na bloga:
Jak wyglądam...

...A JAK SIĘ CZUJEMY!

Tak, wiem Hermanie #2, że zgodzisz się ze mną w zupełności ;).

A tymczasem - dobranoc.

wtorek, 26 sierpnia 2014

Nein! Das ist nicht Hündchen!!!

Język niemiecki uchodzi za język okrutny, idealny tylko do wydawania rozkazów rozstrzelania... cóż, może i coś w tym jest, bo faktycznie do najbardziej delikatnych nie należy, ale jednak... Nieoficjalnie, bardzo lubię ten język.
W normalnej rozmowie (tak, podsłuchuję turystów) brzmi naprawdę świetnie, a szczególnie, gdy mówią nim dzieci. Wtedy to HABST DU?! HABST DU?! nie brzmi aż tak źle, jak wygląda.
Od roku uczę się tego języka pięknego-nie-dla-każdego, efektów nie widać, ale to wynika ze sposobu, w jaki moja szkoła go naucza (nauczycielkę bardzo lubię), no i z tego, że się nie uczę, ALE...
Znalazłam łatwy sposób jak podłapywać choć trochę z wymowy i słówek, a mianowicie piosenki.
Nie, nie jestem fanką Tokio Hotel ani Rammsteina.
Gorzej.
Jestem fanką Disneya...
Tak :) Animacja jest kolejną z mych licznych pasji. Animacja i wszystko co z nią związane, czyli także muzyka towarzysząca obrazowi. Moim ukochanym kompozytorem tejże muzyki jest John Powell, który niestety nie współpracuje ze studiem Disneya, toteż nie tworzy utworów opatrzonych słowami (Tworzy za to utwory, które oniemiają i za to go uwielbiam).
Utworów, które sprawiają, że filmy Disneya są jakie są, a są magiczne.
Zwykle po raz pierwszy słyszę daną piosenkę w rodzimym języku, potem przychodzi czas na język angielski i wreszcie język niemiecki. Potem zaś w mej głowie leci poliglotyczna papka w trzech językach. I dobrze. Tak brzmi najlepiej.
Chciałabym jednak przedstawić dziś kilka moich ulubionych niemieckich wersji piosenek z filmów Disneya. Jest to moja króciutka osobista playlista, której lubię słuchać.
Boleję wielce nad tym, że na płytach Disneya w Polsce nie ma niemieckiego dubbingu (sprawdzałam... :(  )

Tak więc, proszę:
(kolejność przypadkowa)





To już właściwie klasyka... Chciałabym usłyszeć Idinę Menzel w niemieckim wykonaniu :)

2.

Moja ulubiona piosenka z tego zestawienia. Uwielbiam ją w każdej wersji językowej... ;.;

3.

Przy tej piosence zawsze zastanawiam się, co robię ze swoim życiem...
Nieziemsko pozytywna!
(kocham ten bass w 1:46! :D)
4.


No i oczywiście, tego zabraknąć nie mogło :)
Choć akurat faworytem w przypadku tej piosenki jest u mnie język polski :>

Ta lista się powiększa, bo wraz z odświeżaniem przeze mnie dawno nie oglądanych filmów, bajek etc. zwiększa się również liczba odkrywanych niemieckojęzycznych wersji piosenek. Herman #2 będzie załamana tym postem...

Ach, no i na koniec, coś specjalnego. Z innej beczki zupełnie.
Z dedykacją dla Amelki (wbijać na jej aska - http://ask.fm/IGetCold) alias Marco:


Przez Ciebie polubiłam ten opening i nauczyłam się nowego słówka... Dziękóweczka!


27.08.2014
Dodaję do zestawienia:


Czy już pisałam, że jestem trenerem pokemonów? :D


31.08.2014
Co do filmów Disneya, to zapomniałam o jeszcze jednej piosence:


Muszę obejrzeć cały ten film po niemiecku... bo po polsku jest świetny :D

No i jeszcze  jeden utwór, który dotychczas znałam tylko w wersji anglojęzycznej, która okazała się wersją nr. 2. Numerem 1 jest, ma się rozumieć, niemieczczyzna ;)



2.11.2014
Kolejne dziwadło znalezione przypadkiem. Ale po niemiecku :)



poniedziałek, 25 sierpnia 2014

Poezja autobusowa cz.1

Wakacje i nadmiar wolnego czasu sprawiają, że za dużo myślę.
A z resztą, zawsze za dużo myślę. Czasem zazdroszczę ludziom, którym ewolucyjnie lub świadomie udało się tą funkcję mózgu zredukować do liczby równej 0,2...
Obecnie jestem nad morzem. Nie nad tym, nad którym chciałabym się znaleźć, ale morze to morze, zawsze cieszy :) Tylko ludzi tu troszkę za dużo... Ludzi bezwstydnych i roznegliżowanych - ohyda. Nie wiem czemu, ale należę do tej grupy ludzi (czy istnieje jeszcze ktoś poza mną, kto obserwuje takie symptomy?), którzy bluzkę na ramiączkach chętnie wymienili by na burkę, nawet w słoneczny dzień. Nie przez względy religijne; przez moralne. No i przez wzgląd na samopoczucie, ma się rozumieć. Na razie jednak nie świruję i nie robię cosplay-ów dementora, choć warto by o tym pomyśleć...

Ogólnie, ten post, a raczej cykl postów, chciałabym poświęcić poezji - jednej z mych pasji i tego, co lubię.

Gdy słyszę słowo "Poezja", od razu na myśl przychodzi mi scena, w której Keating malował na tablicy wykres.


Z tego co pamiętam, wyznaczał on "jakość" poezji zawartej w podręcznikach na podstawie dość absurdalnych wytycznych. Absurdalnych, bo narzuconych z góry. Sam mistrz mówił, że poezja jest czymś, co należy traktować osobiście, sercem. Nie należy kierować się opiniami innych. Jeżeli coś się podoba, ok. Jeśli nie, szukaj dalej.
Przez długi okres czasu nie rozumiałam o co tak naprawdę chodziło. Rejestrowałam słowa, ale nie pojmowałam ich znaczenia. "Serce" jest bardzo dziwnym pojęciem. W depresyjnie realnym nastroju stanowi tylko narząd pompujący krew. Jednak po dłuższym zastanowieniu można dojść do wniosku, że jest świątynią, albo łatwiej - rynkiem naszej duszy; centrum, gdzie spotykają się wszelkie przekupki, które mącą w Twojej głowie. Miejscem do którego prowadzi wiele drogowskazów i w którym możesz odnaleźć wiele cnót, jednak nie za darmo. Trza się napracować.
To porównanie nie jest zbyt udane, ale obecnie nie potrzebuję trafniejszego. Sama nie rozumiem jeszcze pojęcia serca, ale potrafię rozpoznać, czy coś mi się podoba, czy nie. Najgorzej jest jednak, gdy Twój czysty umysł zmąci opinia innych. Wtedy ocena może już nie być aż tak Twoja. Przynajmniej u mnie tak jest. Często po przeczytaniu komentarza, czy opinii nastawiam się do czegoś pozytywnie lub negatywnie i potem nie wiem, na ile były to moje odczucia, a na ile kogoś innego. Dlatego właśnie najlepsze jest trwanie do końca w czystej opinii przez nieświadomość, albo lepiej - przypadek.
Przypadkiem właśnie natrafiłam na poezję A. Asnyka, który oficjalnie wstąpił do wielkiej trójcy mych ulubionych artystów. Nie będę się tu roztaczać na temat jego poezji, każdy ma prawo sądzić o niej co chce, mnie jednak ujęła za serce czymś, co wyjątkowo w poezji lubię. 
Zabrzmi to sztywno, ale określiłam w trzech punktach, co w poezji cenię sobie najbardziej, a mianowicie:
  1. Rymy - uwielbiam wszystko co rymowane (poza rapem, chamskimi i głupimi rymowankami oraz głupimi sloganami reklamowymi).
  2. Rytm i melodyjność - bo poezja jest jak muzyka, a w muzyce gdy nie jest równo, to mnie krew zalewa... no może, że to specjalny zabieg artystyczny, wtedy to przeboleję, a nawet się przyzwyczaję.
  3. Przesłanie - najlepsze ukryte.
Trzy punkty, opis przypadkowy, które wynikły najprawdopodobniej z tego, że na co dzień nie jestem taka poukładana. Moje nieogarnięcie w życiu przekłada się na umiłowanie perfekcji w poezji. Lubię oczywiście też wiersze białe, ale tylko nieliczne i czytane przez odpowiednie głosy. Tak więc rymy, rytm i morał.
No i sens.
Właśnie...

A czym jest poezja autobusowa?

Jak sama nazwa wskazuje, to poezja pisana w autobusie, koniecznie na zapomnianej kartce papieru czyli notatniku w telefonie. Najprawdopodobniej jest pomysłem starym (a przynajmniej tak starym jak autobusy), ale wygląda na to, że do dziś nie ujętym w nazwę. Wątpię, czy jestem jedyną osobą praktykującą ten rodzaj poezji. To poezja bardzo osobista, bardzo skryta i bardzo... bardzo indywidualna.
Moja opiera się na zasadzie 1 i 2. Trzecia zbyt ogranicza. Dlaczego? Nie pozwala pisać tego, co w głowie się rodzi, a to zwykle jest spontaniczne i absurdalne i co idealnie nadaje się na tego bloga. Dziś zamieszczam tu mój utwór napisany palcem wskazującym prawej ręki, przy oknie w autobusie firmy Solaris. Enjoy.

Samotność

Wśród cienia zorzy
Me serce trwoży
Strach o smak wafli
Wśród śnieżnej tafli

Bo jak w tym zimnie
Człowiek się kimnie
Mróz w szybkiej męce
Zabierze ręce

Więc jak też lodziarz
Ma zwiększyć podaż
Na swe towary
Wśród lodu chmary!

Gdy wniesiesz wafle 
Na śnieżne tafle
Najlepsze lody
Wciąż będą z wody

Brudne od wszelkich
Odchodów wielkich
Nawet słodziki
To w proszku siki

Tam więc gdzie zima
Kawiarni ni ma
Ale są budki
Z lodami z łódki

Morał tu stoi 
Jak Jurand w bramie
Kto lody kroi
Ten nie okłamie

:)

Dziękuję za uwagę, kolejny odcinek niebawem :)
Tak na marginesie - kocham interpunkcję w wierszach! Nikt się nie przyczepi, bo zawsze można to uznać za artystyczny zabieg... jak tu nie kochać poezji? :D


No i oczywiście:
:3

czwartek, 21 sierpnia 2014

Internet dziwne miejsce, nigdy nie kończy zadziwiać

Tak.
Talent odnajdywania dziwnych rzeczy w internetach dotyka coraz więcej osób.
Niestety jestem jedną z nich.
Bynajmniej nie jest to powód do dumy. Dziwne gify, dziwne zdjęcia, to...

Jakim cudem ja to znalazłam?
Dobrze, że nikt oprócz nas tu nie wchodzi. Ten blog może zepsuć dobre pojęcie o świecie...

Skąd właściwie biorą się muszki owocówki?
Ostatnio w moim domu panuje ich inwazja i tak się zastanawiam, czy one przypadkiem nie pączkują.
Są wszędzie.
Mądra ciocia Wikipedia podpowiada, że dotychczas żyłam w błędzie i tak naprawdę te dranie nazywają się wywilżny (?) karłowate.
Żyją od 26-33 dni. (porady.co.pl)

A szkoda...


Pomimo tego iż są pasożytami mojej kuchni, okazuję się, że mogą złapać draństwo jeszcze mniejsze niż one same:

"Głównym wrogiem muszek są małe pasożytnicze osy, które składają w ciałach ich larw jaja oraz wstrzykują jad hamujący reakcję układu odpornościowego. Muszki są jednak w stanie uchronić się przed działaniem jadu i wykorzystują działanie dostępnego w ich środowisku alkoholu do niszczenia jaj pasożyta." (wprost.pl)

Ta notatka nie posiada morału. Popieram abstynencje.


AKTUALIZACJA (18.09.2014)

Patrzcie co znalazłam! :D

cudo...

poniedziałek, 11 sierpnia 2014

Tu czy tam, co za różnica?

Dawno nie było tu żadnego wpisu.
Przez to, że blog podzielony jest pomiędzy mnie a Hermana #2 trochę tu świeci pustkami, ale to nieważne.

Właśnie wróciłam z miasta Paryż, znanego głównie jako miasto zakochanych i artystów.
Jak dla mnie jest to miasto metra i brudnego chodnika... o tym jednak za chwilę.

Metropolia, jaką jest Paryż, posiada zapewne wiele wymiarów i wszystko zależy od punktu siedzenia. Siedząc w hotelu widzimy Paryż w świetle bajkowym. Mając zaś bazę wypadową w dzielnicy Saint-Denis (dobra, przynajmniej było tanio ;) ) można poznać to miasto od środka.
Nie piszę, że było źle. Było ciekawie...
No dobra, było fenomenalnie!
Natłok wszechobecnej sztuki w muzeach i zabytkach, które udało mi się odwiedzić zaspokoił mój estetyczny głód na długi, długi czas :) Polecam więc stolicę Francji każdemu kto lubi spędzać czas w towarzystwie pięknych malowideł, rzeźb, płaskorzeźb, budowli czy instalacji artystycznych. Tych zdecydowanie nie brakuje w Paryżu i okolicach.

Chciałam w tym miejscu napisać jakieś mądre zdanie o tym, dlaczego realia Paryża niestety nie pokrywają się w całości z wyobrażeniami przeciętnego podróżnika, jakim jestem, ale nie wiem czy zdołam to snadnie ująć. Myślę, że wynika to głównie z komercjalizacji tego miasta; nie ukazywaniu ludziom tego, czego nie powinni widzieć by tam przyjechać. Media i internet pękają przecież od natłoku zielonych Pól Marsowych i zachodów słońca nad Łukiem Tryumfalnym. Mroki Paryża ukazują się dopiero po przyjeździe...

Ale hola, hola! Wróciłam i nie było aż tak źle. Survival bo survival, ale przynajmniej mogę porównać Francję do Polski (a przynajmniej to co widziałam) :) To tak, ceny w sklepach są identyczne... tyle że w euro. Tak więc gałka lodów po 2,50, woda 1, a T-shirty w wyprzedaży po 10... dalej - metro. W tym przypadku porównania nie ma. Metro w Paryżu jest niepodważalnie najlepszym środkiem transportu. Najlepszym bo najszybszym. W szczególności posiadając kartę Navigo. Nie trzeba się z nią martwić o to, czy nie dogadasz się z obsługą przy kasie, lub wciśniesz zły guzik w automacie biletowym. Kupujesz raz i działa cały tydzień (do północy w niedzielę). Metrem w Warszawie jechałam tylko raz więc nie wypowiem się o jego praktycznym zastosowaniu, ale podejrzewam (na swoim przykładzie), że jest to głównie atrakcja turystyczna.
Kolejną różnicę widać stojąc na Łuku Tryumfalnym. Można stąd dostrzec niezwykle zaplanowaną symetrię architektury miasta. W Polsce coś takiego istnieje praktycznie tylko w starszych miastach (odchodzące od rynku uliczki), normalnie panuje nieład. Ta symetria jest na swój sposób piękna, warto zwrócić na to uwagę.
No i język... Gdyby nie informacje po angielsku trudno było by się tam odnaleźć.

O muzeach chyba napiszę oddzielny wpis, ale jeszcze się zastanowię.

Moje posty nie są zbyt pomocne. Piszę po to, by pisać. Jeżeli jednak ktoś wyjeżdża do Paryża i ma jakieś pytania - nie jestem ekspertem, ale zapytać możecie. Przeszłam już przez to "suchą nogą".

Bagaż doświadczeń, dużo wspomnień.

Warto Paryż zwiedzić i nie nastawiać się na załamanie paryskim snem, bo nie każdego ono dotyka
Należy jednak przygotować się na to, że jest to stolica jak każda inna: pełna ludzi z czterech stron świata, głośna, nie zbyt czysta i zadziwiająca. Czy pozytywnie, zależy od zwiedzającego.

I na koniec...

Takie tam, z Wersalu...