Herman Jednorożec

Herman Jednorożec
Hermansart

poniedziałek, 25 sierpnia 2014

Poezja autobusowa cz.1

Wakacje i nadmiar wolnego czasu sprawiają, że za dużo myślę.
A z resztą, zawsze za dużo myślę. Czasem zazdroszczę ludziom, którym ewolucyjnie lub świadomie udało się tą funkcję mózgu zredukować do liczby równej 0,2...
Obecnie jestem nad morzem. Nie nad tym, nad którym chciałabym się znaleźć, ale morze to morze, zawsze cieszy :) Tylko ludzi tu troszkę za dużo... Ludzi bezwstydnych i roznegliżowanych - ohyda. Nie wiem czemu, ale należę do tej grupy ludzi (czy istnieje jeszcze ktoś poza mną, kto obserwuje takie symptomy?), którzy bluzkę na ramiączkach chętnie wymienili by na burkę, nawet w słoneczny dzień. Nie przez względy religijne; przez moralne. No i przez wzgląd na samopoczucie, ma się rozumieć. Na razie jednak nie świruję i nie robię cosplay-ów dementora, choć warto by o tym pomyśleć...

Ogólnie, ten post, a raczej cykl postów, chciałabym poświęcić poezji - jednej z mych pasji i tego, co lubię.

Gdy słyszę słowo "Poezja", od razu na myśl przychodzi mi scena, w której Keating malował na tablicy wykres.


Z tego co pamiętam, wyznaczał on "jakość" poezji zawartej w podręcznikach na podstawie dość absurdalnych wytycznych. Absurdalnych, bo narzuconych z góry. Sam mistrz mówił, że poezja jest czymś, co należy traktować osobiście, sercem. Nie należy kierować się opiniami innych. Jeżeli coś się podoba, ok. Jeśli nie, szukaj dalej.
Przez długi okres czasu nie rozumiałam o co tak naprawdę chodziło. Rejestrowałam słowa, ale nie pojmowałam ich znaczenia. "Serce" jest bardzo dziwnym pojęciem. W depresyjnie realnym nastroju stanowi tylko narząd pompujący krew. Jednak po dłuższym zastanowieniu można dojść do wniosku, że jest świątynią, albo łatwiej - rynkiem naszej duszy; centrum, gdzie spotykają się wszelkie przekupki, które mącą w Twojej głowie. Miejscem do którego prowadzi wiele drogowskazów i w którym możesz odnaleźć wiele cnót, jednak nie za darmo. Trza się napracować.
To porównanie nie jest zbyt udane, ale obecnie nie potrzebuję trafniejszego. Sama nie rozumiem jeszcze pojęcia serca, ale potrafię rozpoznać, czy coś mi się podoba, czy nie. Najgorzej jest jednak, gdy Twój czysty umysł zmąci opinia innych. Wtedy ocena może już nie być aż tak Twoja. Przynajmniej u mnie tak jest. Często po przeczytaniu komentarza, czy opinii nastawiam się do czegoś pozytywnie lub negatywnie i potem nie wiem, na ile były to moje odczucia, a na ile kogoś innego. Dlatego właśnie najlepsze jest trwanie do końca w czystej opinii przez nieświadomość, albo lepiej - przypadek.
Przypadkiem właśnie natrafiłam na poezję A. Asnyka, który oficjalnie wstąpił do wielkiej trójcy mych ulubionych artystów. Nie będę się tu roztaczać na temat jego poezji, każdy ma prawo sądzić o niej co chce, mnie jednak ujęła za serce czymś, co wyjątkowo w poezji lubię. 
Zabrzmi to sztywno, ale określiłam w trzech punktach, co w poezji cenię sobie najbardziej, a mianowicie:
  1. Rymy - uwielbiam wszystko co rymowane (poza rapem, chamskimi i głupimi rymowankami oraz głupimi sloganami reklamowymi).
  2. Rytm i melodyjność - bo poezja jest jak muzyka, a w muzyce gdy nie jest równo, to mnie krew zalewa... no może, że to specjalny zabieg artystyczny, wtedy to przeboleję, a nawet się przyzwyczaję.
  3. Przesłanie - najlepsze ukryte.
Trzy punkty, opis przypadkowy, które wynikły najprawdopodobniej z tego, że na co dzień nie jestem taka poukładana. Moje nieogarnięcie w życiu przekłada się na umiłowanie perfekcji w poezji. Lubię oczywiście też wiersze białe, ale tylko nieliczne i czytane przez odpowiednie głosy. Tak więc rymy, rytm i morał.
No i sens.
Właśnie...

A czym jest poezja autobusowa?

Jak sama nazwa wskazuje, to poezja pisana w autobusie, koniecznie na zapomnianej kartce papieru czyli notatniku w telefonie. Najprawdopodobniej jest pomysłem starym (a przynajmniej tak starym jak autobusy), ale wygląda na to, że do dziś nie ujętym w nazwę. Wątpię, czy jestem jedyną osobą praktykującą ten rodzaj poezji. To poezja bardzo osobista, bardzo skryta i bardzo... bardzo indywidualna.
Moja opiera się na zasadzie 1 i 2. Trzecia zbyt ogranicza. Dlaczego? Nie pozwala pisać tego, co w głowie się rodzi, a to zwykle jest spontaniczne i absurdalne i co idealnie nadaje się na tego bloga. Dziś zamieszczam tu mój utwór napisany palcem wskazującym prawej ręki, przy oknie w autobusie firmy Solaris. Enjoy.

Samotność

Wśród cienia zorzy
Me serce trwoży
Strach o smak wafli
Wśród śnieżnej tafli

Bo jak w tym zimnie
Człowiek się kimnie
Mróz w szybkiej męce
Zabierze ręce

Więc jak też lodziarz
Ma zwiększyć podaż
Na swe towary
Wśród lodu chmary!

Gdy wniesiesz wafle 
Na śnieżne tafle
Najlepsze lody
Wciąż będą z wody

Brudne od wszelkich
Odchodów wielkich
Nawet słodziki
To w proszku siki

Tam więc gdzie zima
Kawiarni ni ma
Ale są budki
Z lodami z łódki

Morał tu stoi 
Jak Jurand w bramie
Kto lody kroi
Ten nie okłamie

:)

Dziękuję za uwagę, kolejny odcinek niebawem :)
Tak na marginesie - kocham interpunkcję w wierszach! Nikt się nie przyczepi, bo zawsze można to uznać za artystyczny zabieg... jak tu nie kochać poezji? :D


No i oczywiście:
:3

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz