A więc ku uciesze gawiedzi, zawiadamiamy powszechniej o wszelakich działaniach na naszych włościach. Tymczasem jednak Herman #1 przedstawia przemyślenia na temat malarstwa.
Znacie to uczucie gdy drugie oko po prostu nie wyjdzie...?
Najpierw jest tak...
i
A potem już tylko:
Aż wreszcie...:
Tak.
I oto eine bohomazzo (ja każdy swój obraz tak nazywam...), który powstał tylko i wyłącznie przez i dla Amelki.
Amelka mą motywacją.
Mój kciuk obnażony...
Ten obraz idealnie oddaje moją niecierpliwość i brak malarskiego obycia.
Ale wywołał uśmiech... to najważniejsze.
No no, ale co do tego oka... Czy Wy to widzicie?
Powtarzam - CZY WY TO WIDZICIE?
Uhmm, to nie mogło pozostać niezauważone...
czo ten Simba, toż to proste jak budowa cepa :D
No i jednooka Flo zaczęła swój żywot na płótnie :)
Lubię takie rozwiązania.
Nawet impresjoniści byli cierpliwi! Dlatego moje poniższe dzieła nie są impresją.
Są przedstawicielami nowego gatunku wywodzącego się ze wsi: Liniuntizmu. Pięknego i czarownego. No i jak to mądrze brzmi.
Ha, jednak największa heca była przy niesieniu tych płócien prze miasto...
Jakby to było coś nadzwyczajnego.
Trzy płótna - podałabym tu ładnie wyglądające wymiary, ale nie pamiętam i nie chcę kłamać- pod pachą, jedno wciąż wylatywało, bo za mały format. A w autobusie wzrok na mnie jeszcze bardziej "tępy" niż ten, gdy czytam poezję...
Stop dyskryminacji osób, które zapomniało reklamówek na płótna! :)
Z tego co wiem, Hermanek #2 również ma w tym zakresie pewne doświadczenia. Czekam ;)
A tymczasem:




































