_________________________________________________________________________________
-Nie wiem, co o tym sądzić.
-Niech pan spojrzy jeszcze raz, bardzo pana proszę. Zależy
mi na pana opinii. – W oczach Grana nie można było dostrzec nic, poza szeroko
rozwartymi źrenicami.
-Naprawdę nie wiem, chłopcze. To całkiem ciekawa praca,
jednak czy dobra? Jesteś zadowolony ze swego dzieła, chłopcze?
-Moja opinia nie ma tu nic do rzeczy. Pytam się pana.
-Cóż – spojrzał jeszcze raz teatralnie gładząc się prawą
ręką po brodzie - nie powiesiłbym tego w domu, ale ma to w sobie… duszę. Tak. Intrygującą,
lecz nie powalającą. Przykro mi, ale w zakresie moich upodobań leży głównie
malarstwo realistyczne…
-Ależ to jest realizm! – Gran podniósł głos… a tak się
starał tego nie robić!
-Jeżeli realnym dla Ciebie jest kowboj, czy kto tam, na
niekształtnym wybryku natury z rogiem w czole, to polecam zakład psychiatrii na
końcu ulicy. Może pomogą panu, nim będzie za późno.
Krytyk zaczął się śmiać, jakby miał powód. Gran zastanawiał
się, czy naprawdę liczył na uznanie swej sztuki przez profesjonalistę... „Profesjonalistę”! Pff! Kim on w ogóle jest, co?
Krytyk, ha! Pewnie w życiu nic nie
namalował…
-Czy może Pan poszczycić się jakimiś osiągnięciami w
dziedzinie malarstwa? – Zapytał ostatnimi pokładami grzeczności Gran. „Zobaczymy,
czy jest takim…”
-Tak, wystawiałem swoje prace w Madrycie, Londynie, Pra…
W tej chwili jak burza do galerii wskoczył Bogdan! Pędził
jak oszalały wprost na postać krytyka i… no cóż, tak czy siak nie zdążyłby
wyhamować. Jego róg przebił korpus „profesjonalisty” uwalniając z jego ciała gnieżdżoną tam przez zapewne kilka
dekad fontannę krwi. Dzieła na ścianach były na szczęście za szybami.
-Eeej! Ochlapałeś mój obraz Bogdanie! – rzekł z wyrzutem
Gran.
-Sorka ziom, to się więcej nie powtórzy… - Odpowiedział
zmartwiony jego słowami Bogdan. – Czy interwencja była słuszna?
-Twoje interwencje zawsze są słuszne, Bogdanie. Nazwał mnie
kowbojem…
-To chyba dobrze, nie ziom? – zapytał Bogdan i wyszczerzył
zęby. Zdążył już otrzepać róg z flaczków.
-Sam
nie wiem. Chyba wolę być sobą.- Gran popatrzył jeszcze raz na obraz, przymknął
oczy i rzucił go na podłogę. – Jedźmy.
-Okej ziom.
Gran włożył nogę w strzemię i wsiadł na Bogdana. Bogdan nie
protestował, właśnie czyścił kopyta z profesora.
-Gdzie jedziemy? –Bogdan lubił zadawać pytania.
-Jak się da, przed siebie…
-Ktoś tu cytuje „Madagaskar”, heee – Zarżał Bogdan i zrobił przy
tym minę, którą w języku emotikonek opisuję się jako „xD”.
-Cicho siedź i… Oh, Just go!
Gran wasn’t
in very good souse. It was taste like tomato. But it probably change.
c.d.n.

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz